Translate

19 sierpnia 2015

Marzenia ma każdy

 Te większe lub mniejsze. Spełnione lub nie. Skromniejsze lub mniej. Skrywane głęboko lub wręcz przeciwnie, wystawione na opinię publiczną. Nie każdy jednak umie się nimi posługiwać. Niektórzy pozostawiają je głęboko schowane w swoim sercu, skazując je tym samym na ... No właśnie, na co?
Na zapomnienie.
  Często ludzie po kilku nieudanych próbach ich spełnienia, tracą wiarę w to, że mogą coś osiągnąć. Przecież jeśli czegoś tak bardzo, bardzo chcemy, to czemu nie możemy tego dokonać? Życie mamy jedno, ale gdy dobrze je wykorzystamy, to jedno może nam wystarczyć.
  Niekiedy nasze marzenia należą do takich, jak inni są w zwyczaju mówić ,,nierealnych". To przecież od nas zależy do jakiej kategorii je zakwalifikujemy. Myślę, że gdybyśmy się tylko postarali, nawet przysłowiowa gwiazdka z nieba mogłaby być nasza :) W nas jest siła, my mamy moc, aby coś osiągnąć, a nie inni za nas.
 Czasem możemy się spotkać z brakiem akceptacji naszego planu ze strony innych. Ale czy to ważne? Przecież nie musimy się przejmować opinią innych. Nikt nie będzie nam mówił,  jak mamy żyć, bo nikt za nas nie umrze. Wydaje mi się, że to właśnie brak zrozumienia ze strony drugiego człowieka jest często przyczyną tego, że nie wierzymy w siebie lub, że nasze cele idą w zapomnienie.
  Zadajmy sobie więc pytanie: co warto?
 Czy warto realizować postawione sobie cele, spełniając swoje marzenia?
 Czy nic nie robić i przejmować się opinią innych?
Na te pytania to Ty powinieneś znać odpowiedź. Nikt za Ciebie na nie nie odpowie, bo to Twoje życie i Twoje wybory, które właśnie Ty powinieneś podejmować.

30 lipca 2015

Świnoujście City

Witajcie
  Po tytule z pewnością możecie wywnioskować, skąd do Was się odzywam. Tak, jestem w Świnoujściu! :) Pobytu nad morzem nie mogłam się doczekać od dawna, co wydaje się być niesamowicie dziwnym zjawiskiem, bo odwiedzam je każdego roku. Wydaje mi się, że najbardziej czekałam na nieco odpoczynku, którego- umówmy się, wyczekiwałam po męczącym roku szkolnym. 
 Zacznę może od tego, że pogoda z pewnością nas nie rozpieszcza, bo waha się ona w granicach 16-19 °C, co nie jest idealną temperaturą, gdy komuś marzy się powygrzewanie się na słońcu w leżaku i słuchaniu relaksacyjnych odgłosów fal.
 Pomimo to, jednak, staram się nie zniechęcać i codziennie odbywamy z rodzicami długie spacery. Jeśli chodzi o uroki Świnoujścia, to jest ich wiele. Myślę, że każdemu odwiedzającemu to miasto kojarzy się ono między innymi z uroczą promenadą i muszlą koncertową, która oświetlona przez promienie słoneczne prezentuje się wspaniale.
  Jak wiadomo lato, to czas lodów, których w Świnoujściu nie ma mało. Mój ulubiony smak to zdecydowanie różane, na których smak czekałam przez cały rok (ale i tak te z Krakowa na Kazimierzu smakują najlepiej).
  Ci, którzy wolą połączyć przyjemne z pożytecznym, mogą udać się do parku, by w otoczeniu przyrody móc poćwiczyć na różnych przyrządach do tego przeznaczonych.
 Kolejnym aspektem ,który wspomina również moja mama, która jako dziecko także spędzała tu wakacje, to kosze, które ustawione przy plaży zachęcały, a także zachęcają do odpoczynku również do dziś. Obecnie, większą popularnością, cieszą się właśnie one,niż na przykład nudne leżaki, które na naszych polskich plażach wyglądają zdecydowanie mniej stylowo.
  Miejscem, którym również odwiedzam z przyjemnością jest port. Znajduje się tu mnóstwo statków, zarówno tych małych, prywatnych jak i tych średnich, kończąc na ogromnych, z reguły pasażerskich.
  Oczywiście nie mogło tu zabraknąć zdjęć plaży, która sama w sobie jest czymś co najmniej niesamowitym i urokliwym. Uwielbiam odbywać tam spacery, które niesamowicie wyciszają i uspokajają. Najlepsze są te o zachodzie słońca, które mają w sobie coś magicznego.
  Czymś bez czego pobyt nad morzem z pewnością nie miałby takiego sensu, są nadmorskie ptaki. Wiem, że poprzednie zdanie zabrzmiało co najmniej dziwnie, ale #takajestprawda :") Skrzeczenie mew to coś, co słyszę nawet teraz, siedząc w pokoju. Trzeba przyznać, że wydawane przez nie dźwięki, nadają charakteru naszemu pobytowi nad morzem.
 Ostatnią rzeczą, o której chcę wspomnieć w tym poście, jest wiatrak, który widnieje na większości pocztówek w Świnoujściu. Jest to niemalże symbol tego pięknego miasta. Znajduje się na niewielkim półwyspie, który jest oblegany przez turystów przez cały dzień, pomimo tego, że wieje tam, jak nie powiem gdzie :D

19 maja 2015

I'm sorry?

Witajcie♥♥♥
  Wiele razy po dłuższej nieobecności na blogu pisałam, że to już się więcej nie powtórzy lub, że to ostatni raz, kiedy odzywam się do Was tak rzadko. Niestety, szkoła i obowiązki których, jak każdy inny człowiek w XXI wieku mam całkiem sporo, nie pozwoliły mi odwiedzać Szczypty Radości tak często, jak chciałam. 
  Te ostatnie dwa miesiące były bardzo męczące, ale podczas nich wiele zrozumiałam. Przede wszystkim do końca życia zapamiętam, że słowo ,,w ogóle" piszemy osobno, bo 4+, to ocena, która z dyktanda z polskiego mnie zdecydowanie n i e   z a d a w a l a.
   Zrezygnowałam również z towarzystwa osób, które na to nie zasługują, a tylko pozbawiają mnie pozytywnej energii, której teraz w czasie wiosny zdecydowanie bardziej potrzebuję :). Jeśli znajdujecie się podobnej sytuacji, to polecam przeczytać  TO . Skupiłam się natomiast na kontaktach z ludźmi, na których mi zależy i którzy potrafią docenić piękne aspekty życia. Myślę, że w Waszym otoczeniu jest co najmniej jedna taka osoba, a jeżeli tak, to wiedzcie, że jest to dar od życia i starajcie się go docenić! 
  W chwilach smutku lub zwykłego #chwilowegoniemacorobić odwiedzałam bloga http://manufaktura-radosci.blogspot.com . Jest on wypełniony na maxa pozytywną energią i z upragnieniem czekam na kolejne posty Pani Gosi :)
  A na koniec ogłoszeń parafialnych chciałabym Wam przypomnieć, że już niewiele ponad miesiąc dzieli nas do wakacji. Juuupii! Ja już odliczam, a doczekać się ich nie mogę, więc często podczas odrabiania lekcji lub nauki, chamsko wpada mi do głowy myśl, co ja będę takiego robić podczas tych wspaniałych dwóch miesięcy. Jest ona tak bezwzględna i niekulturalna, że nawet nie może poczekać, aż łaskawie skończę cokolwiek.

A tutaj jedyne zdjęcia, które mam Wam do pokazania, czyli z Wiką :)












9 marca 2015

Pierwsza rocznica Szczypty Radości :)

 Czy pamiętacie moją pierwszą notkę? Tą niezdarnie napisaną, gdzie słowa nie chciały układać się w jedną całość. Czy pamiętacie te pierwsze osiem zdań, które udało mi się wystukać na klawiaturze- pozbawione całkowicie ładu i składu? Czułam się wtedy normalnie, nic nie przeczuwając. Byłam pewna, że po tygodniu ten blog mi się znudzi, albo ze zrezygnowaniem stwierdzę, że nie umiem sklecić głupiego zdania, a jednak tak nie było.
 Pamiętam swoje pierwsze posty. Zdjęcia były robione telefonem, dopiero potem odkryłam, że mam w domu aparat. Starałam się pisać regularnie(podkreślam słowo ,,Starałam").
 I tak zostało do dziś- Szczypta Radości nadal istnieje, a jej autorka nie wyobraża sobie życia bez niej.

 Tak Kochani, to właśnie dziś mija rok od założenia mojego bloga. Pamiętam, jak się cieszyłam z pierwszego obserwatora( tak Patrycja, mowa tu właśnie o Tobie), drugiego, trzeciego, czwartego...  Podobnie było z komentarzami. Każdy dawał mi motywację i chęć do dalszej pracy i choć nie zawsze byłam systematyczna(do dziś nie mogę sobie darować tej przerwy podczas wakacji, a potem w ciągu jesieni) to nie było dnia, bez którego o nim bym nie pomyślała. Stał się częścią mojego życia i do dziś odgrywa w nim bardzo dużą rolę.
 Pamiętam dzień, w którym dowiedzieli się o nim moi znajomi, a nawet niektórzy nauczyciele w mojej szkole oraz jak niektórzy, podczas klasowej Wigilii, składali mi życzenia: ,,Powodzenia na blogu". To było bardzo miłe. Teraz w mojej klasie każdy wie o istnieniu Szczypty Radości, a ja tego nawet nie ukrywam.
 Na końcu chciałabym podziękować Wam wszystkim. Każdemu obserwatorowi, każdej osobie, która komentuje moje posty, a nawet każdemu kto chociaż raz wszedł na mojego bloga. Wiele to dla mnie znaczy, a ja myślę, że za rok na jakimś cieście(tak, to powyżej upiekła moja mama) umieszczę już dwie palące się świeczki.
Dziękuję!

26 lutego 2015

Jakże cudownie było bawić się pluszowym misiem!

(Do napisania tego posta zainspirował mnie ten oto miś- przedstawiam Wam Pana Misia.)

Często wybiegam myślami w przeszłość. Próbuję przywołać w myślach mój plan dnia jako pięcioletniej dziewczynki. Czy przejmowałam się czymś innym niż zabawą? Czy w ogóle się czymś przejmowałam?

A teraz weź głęboki oddech,
zamknij oczy
i przenieś się do czasów, kiedy priorytetem była radość i uśmiechnięta twarz.

Wstajesz w pełni zadowolenia.Ubierając się, co chwilę spoglądasz na porozrzucane wokoło lalki Barbie, bo przecież wczoraj wieczorem nie skończyłaś się nimi bawić. Czekasz aż mama skończy Ci pleść warkoczyki.  Jęczysz, bo osądzasz ją o to, że wyrywa Ci włosy i że wkrótce zetniesz się na łyso. W końcu idziesz jeść swoje ulubione płatki(przyznaj, że w dzieciństwie takie miałaś). Po śniadaniu, Twoim głównym celem jest ubranie się. Przy zakładaniu swoich ukochanych różowych, zimowych kozaczków przewracasz się, śmiejąc się. Następnie łapiesz mamę za rękę i szczęśliwa maszerujesz do przedszkola(recytując wierszyk, którego wczoraj, pani kazała Ci się nauczyć), gdzie w otoczeniu swoich koleżanek bawisz się w najlepsze. I tak mijają całe godziny, a Tobie wciąż nie schodzi uśmiech z twarzy. Wymyślasz przeróżne gry. W ciągu sześćdziesięciu minut jesteś: mamą, córką, sprzedawczynią w sklepie i lekarzem. W końcu musisz pożegnać się z koleżankami i wrócić do domu, ale i tam się nie będziesz nudzić. Jesz ulubione naleśniki z nutellą, którymi zaskoczyła Cię mama, bo przecież codziennie jesteś zmuszana do jedzenia wartościowych warzyw(w tym brukselki i brokułów). Następnie do 19:00 bawisz się nowym zestawem małego doktora( ile już ich dostałaś?), bo wiesz, że za chwilę zacznie się dobranocka. Próbujesz zgadnąć, co to będzie za bajka. Smerfy? Tak!(przyznaj się, że w dzieciństwie je uwielbiałaś) Gdy wieczorynka już się skończy, idziesz myć zęby. Pamiętasz?Dentystka kazała Ci je myć trzy razy dziennie ruchami okrężnymi. Idziesz spać i w myślach stwierdzasz, że był to cudowny dzień.

26 stycznia 2015

Tak, powracam! I to w wielkim stylu :)

Witajcie!
 Postanawiam oszczędzić sobie i Wam zbędnych wyżaleń i autohejtów( tak, w moim słowniku istnieje takie słowo) jaka to ja jestem zła, niedobra i niesystematyczna. Zbędne też będzie to, że powiem, iż ostatnia notka została dodana tu 22 listopada. Tak, dobrze to przeczytaliście. Brakowało mi wieczornego pisania na blogu, długiego rozmyślania nad kolejnym postem i przede wszystkim radości, która temu wszystkiemu towarzyszyła. Postanowiłam to ponowić i w tym roku. Zależy mi na tym, aby pierwszą rocznicę tego bloga uczcić hucznie- tak, w moim własnym, skromnym towarzystwie(btw. przydałby mi się tort :)). Będzie ona już 9 marca, czyli jakby nie patrzeć, to całkiem niedługo.

  Do tego, mam tak wyczekane przeze mnie ferie i bardzo się z tego cieszę, ale jest to już ich ostatni tydzień, więc muszę je dobrze wykorzystać. Chciałabym Wam także polecić cudowną serię książek, która wpadła mi ostatnio w ręce. Mowa tu o ,,Pretty Little Liars". I poza tym, iż czuję ciągle na sobie wzrok A.( ci którzy to czytali, doskonale wiedzą o kim mowa ) to mogę śmiało stwierdzić, że warto było ją wypożyczyć. Myślę, że taka krótka notka na początek Was ucieszy, a liczę, że i Wasze komentarze, zmotywują mnie do dalszej pracy. :)
Buziaki:*

22 listopada 2014

Niesystematyczna

Hejka naklejka♥♥♥
(Od razu mówię, że nie mam zamiaru rozpoczynać posta od setnego na moim blogu ,,przepraszam").
Naprawdę sama się dziwię dlaczego poprzedni post pojawił się ponad pół miesiąca temu. Musicie mi uwierzyć, że na mój laptop nawet przez ten czas nie patrzyłam, nie było zatem mowy o pisaniu na blogu. Szkoła pochłonęła mnie w 101% , a co ciekawsze, dopiero w ten czwartek napisałam swój ostatni do zaliczenia sprawdzian(gdy byłam chora nie mogłam na niego pójść).
(Trochę z Wami  teraz pogadam, dlatego jako zdjęcia dodaje te ze spaceru sprzed miesiąca xd)
Czy coś się przez te 26 dni zmieniło? Chyba nie, a przynajmniej nic ważnego. Jedyne co, to zbrzydła mi już moja codzienna droga do szkoły i na odwrót. Uwierzcie mi, że z chęcią oglądałabym co rano budzący się do życia Kraków- szczególnie jadąc tramwajem.(Teraz wiecie jaka jest moja miłość do Krakowa ;))
Zabierałam się także za bardziej mądre i przemyślane- tematyczne notki, ale stwierdziłam po prostu, że się do tego nie nadaję. Myślę, że w najbliższym czasie sobie je odpuszczę, ale mam już zaplanowane posty, wiec myślę, że w końcu będzie tu różnorodnie.






Myślę, że Was nie zanudziłam, do zobaczenia :)